14 czerwca 2013

•025• Woodkid - „The Golden Age”


Miesiąc temu, 10-11 maja 2013 roku, w Soho Factory odbyła się 8. edycja jednego z największych przedsięwzięć muzycznych w Polsce - FreeFormFestival. Jedną z największych gwiazd koncertu był z pewnością francuski reżyser teledysków, producent, a także wokalista Woodkid, który 18 marca wydał swoją premierową płytę The Golden Age.
Yoann Lemoine, czyli Woodkid, jest znany przede wszystkim jako reżyser teledysków takich gwiazd, jak Lana Del Rey, Rihanny czy Kate Perry. Jeżeli kojarzycie tę kampanię (LINK), to to również jest jego sprawka. W 2011 roku postanowił stworzyć swój pierwszy utwór, a w marcu wydał pierwszy EP Iron, z którego tytułowy singel pojawił się na oficjalnym zwiastunie do gry Assassin's Creed: Revelation. Sukces utworu oraz drugi minialbum Run Boy Run pokazał każdemu, że Woodkid to nie tylko świetny reżyser i producent, ale także wokalista. Szkoda, że na premierowy album Lemoine'a musieliśmy czekać aż do marca tego roku.

Na szczęście jednak, 18 marca na sklepowych półkach pojawił się The Golden Age. Przyznam się, że już sam tytuł zaintrygował mnie do przesłuchania albumu. Tytułowy utwór z płyty, The Golden Age, od samego początku prezentuje ogromne warunki wokalne oraz wyjątkowy, lekko chrypkowaty głos Woodkida. A to, razem z bardzo mocnym, lekko nieuporządkowanym instrumentarium - perkusją, fortepianem, skrzypcami i instrumentami dętymi, brzmi cudownie. Singel świetnie zapowiedział to, co potem mogłem usłyszeć w pozostałych trzynastu kompozycjach

Na debiutanckim albumie nie mogło zabraknąć znanych z EPek hitów, czyli Run Boy Run i Iron. Pierwszy z nich pojawia się już na początku, jako drugi numer na płycie. Tak jak w „The Golden Age”, dominują w nim mocne, przemyślane dźwięki oraz, paradoksalnie, pewnego rodzaju bałagan, nadmiar brzmień, który charakteryzuje Woodkida oraz nadaje mu tego czegoś, co przyciąga i nie daje o nim zapomnieć. Drugi z singli pojawia się jako drugi... od końca! Dość zabawny zbieg okoliczności (a może celowe rozmieszczenie?). Nieważne, ponieważ i w tym numerze usłyszeć można ciekawe rozwiązania instrumentalne w połączeniu z wokalem Yoanna. W utworze usłyszymy bębny, róg, tubę oraz puzon. Bardzo podobne brzmienia usłyszałem w Ghost Lights, które jest moim kawałkiem z całej płyty
A jeśli mowa o ulubionych i najlepszych numerów, w przypadku tej płyty trudno wskazać tę jedną jedyną. Bo zarówno, Ghost Lights, jak i inne (m.in. Boat Song, Stabat Mater, I Love You), zachwycają bogatym instrumentarium oraz wokalem Woodkida. I chyba nie ma żadnej spośród trzynastu kompozycji, do której nie wróciłbym co najmniej trzy razy. Polecam Wam też posłuchać The Great Escape i Conquest of Spaces, który oczarowuje od pierwszych dźwięków oraz bardzo spokojne, zagrane na fortepianie Where I Live i The Shore. Gwarantuję, że zakochacie się od razu, tak jak ja. Miłym dla ucha jest również 43-sekundowy

Podsumowując: The Golden Age  Woodkida to jedna z najlepszych płyt roku, którą polecam każdemu. Niebywały głos Lemoine'a oraz liczne instrumenty (dęte, smyczkowe, klawiszowe) tworzą mieszankę wybuchową. I tak jak podczas recenzji Our Version of Events  Emeli Sande, debiutancka płyta Woodkida to prawdziwy „must have dla każdego fana prawdziwej muzyki.

Po większą dawkę muzyki zapraszam na fan page'a Muzykoholików! :)
TOP 3 of the... THE GOLDEN AGE:
» „Ghost Lights
» „The Golden Age
» „The Great Escape

11 czerwca 2013

•024• Patricia Kazadi - „Trip"

Jak widzicie, poza olbrzymią zmianą wyglądu bloga, w nagłówku pojawiła się informacja o wysyłaniu do mnie propozycji albumów, których recenzję chętnie przeczytalibyście na blogu. Otóż pierwszy tytuł już się pojawił i to jemu dzisiaj poświęcę wtorkowy post. Przed Wami... Trip Patricii Kazadi!
Kariera Kazadi zaczęła się na szklanych ekranie, dzięki epizodowi w serialu Daleko od noszy, a potem dzięki większym rolom m.in. w Egzaminie z życia i Fali zbrodni. Poza aktorstwem, posiadająca kongijskie korzenie Patricia od zawsze była utalentowana muzycznie oraz tanecznie, w 2010 roku wydała z Kristem Vanem D pierwszy singel - On Tonite (pod pseudonimem Trish), wokalnie zaimponowała w Jak Oni Śpiewają, taneczny talent zaprezentowała w Tańcu z gwiazdamiW 2012 roku nawiązała współpracę z Mattem Pokorą, z którym nagrała dyskotekowy przebój Wanna Feel You Now. Podbił on wiele list przebojów, zajął też 17 miejsce (na 39 uczestniczących piosenek eurodance) w internetowym konkursie Eurodanceweb Awards. Został ogłoszony także singlem nadchodzącego, debiutanckiego albumu Kazadi. Jednak, poza kilkoma newsami o zbliżającej się premierze krążka (o tytule Glotrotter, dacie 17 marca 2012 roku oraz o singlu „Hałas” z 2011 roku), o płycie piosenkarki (pomimo zapewnień) było cicho

Nareszcie, 14 maja 2013 roku nadeszła od dawna zapowiadana premiera Trip, której tytuł odnosił się do niezwykłej podróży, jaką przeszła piosenkarka w latach 2011-2013. Pierwszą katastrofą zniechęcającą do przesłuchania płyty jest, bez wątpienia, okładka. Słynny „dzióbek", obciachowe futro i kiczowato wyglądające satan fingers miały zapewne sprawiać wrażenie międzynarodowego. Co prawda, album nagrywano w iście światowym stylu, bo w Los Angeles i Paryżu, no ale... Nie wyszło ani profesjonalnie, ani amerykańsko, ani nawet interesująco - ot, poudaję na okładce Rihannę lub inną gwiazdę i sprzedam miliony egzemplarzy.

Najpopularniejszy singel z płyty, eurodance'owy Wanna Feel You Now, wyróżnia się niezwykłą dynamiką spośród pozostałych jedenastu piosenek. Duet z francuskim piosenkarzem Mattem Pokorą wyszedł Patricii na dobre, nie uwydatnił wielu drażniących manier, które słychać chociażby w pierwszym utworze z listy - Hałas (wydanym trzy lata temu). Co więcej, podczas słuchania miałem wrażenie, że po polsku ten numer po prostu nie brzmi, nie ma takiego pazura, jaki zapewne miałby w wersji angielskiej. Zupełnie inne odczucia miałem podczas słuchania drugiego singla z płyty - Przerywam sen. Nieco banalna, bo zalatująca momentami Sylwią Grzeszczak czy Honey, ale przyjemna w odsłuchu polskojęzyczna ballada świetnie kontrastuje z dynamicznymi piosenkami z płyty. 

Drugim spokojnym utworem z albumu jest zamykający płytę Zabraknie, który bez wątpienia jest najlepszym z całego debiutanckiego materiału. Myślę, że idealnie pasowałby do soundtracku jakiegoś kolejnego kinowego niewypału pt. Polska Komedia Romantyczna, bo jest naprawdę piękną i wzruszającą balladą o miłości, która uratowałaby honor całej produkcji. Honor Trip na pewno uratowała. Pozostałe dwie polskojęzyczne piosenki, Więcej ciepła i Nie tak po prostu, nie zaciekawiają. Mimo, iż w pierwszej mamy dość ciekawe, elektroniczne brzmienia, a w drugiej słyszymy delikatność i sensualność w głosie Kazadi, to żadna z nich nie zapada w pamięć.

Najchętniej wracałem do dwóch utworów - wspomnianej przed chwilą ballady Zabraknie oraz My Oh My, który jako jedyny (poza Wanna Feel You Now) jako tako porywa do tańca. Każdy z anglojęzycznych kawałków został co prawda nagrany bardzo profesjonalnie i to słychać, ale nie jest to nic odkrywczego ani chwytającego za serca. I żadnego z nich nie chciałem słuchać kolejny raz. Zresztą, do samej płyty zapewne też prędko nie wrócę.
Słuchając większości utworów z Trip możemy dojść do wniosku, że inspirująca Patricię do nagrania płyty podróż była pełna wyboistych dróg i odbyła się po wszystkim znanych terenach. Niczym nie wyróżniające się banalne piosenki, nudne brzmienia, słabe teksty. Album ratują tylko dwie polskie ballady oraz duet z Mattem Pokorą. To wszystko, co mogła zaoferować fanom piosenkarka? Czy właśnie na coś takiego czekaliśmy? Liczę, że kolejna płyta będzie czymś lepszym, skierowanym bynajmniej nie dla fanów dyskotek
TOP 3 of the... TRIP:
» „Zabraknie”
» „My Oh My”
» „Wanna Feel You Now”

7 czerwca 2013

•023• Dawid Podsiadło – „Comfort and Happiness”


Można by pomyśleć, że zwycięzcy programów telewizyjnych, takich jak „X Factor”, nie są w stanie stworzyć czegoś ambitnego, a jedyne, co im pozostaje, to nagranie jedno-sezonowego chłamu dla mało ambitnych słuchaczy oraz „zawładnięcie” list przebojów. Nieliczni jednak udowodnili, że udział udziałem, ale można pozostać przy prawdziwej, nieradiowej muzyce i odnieść niekomercyjny sukces (chociażby Monika Brodka czy Ania Dąbrowska). Do grona uczestników i laureatów talent-show, którzy rzeczywiście nagrali coś niesamowitego, ale zupełnie niepasującego do „młodzieżowego trendy”, dołączył ostatnio Dawid Podsiadło z płytą Comfort & Happiness.
Dawid Podsiadło to prawdziwy człowiek–orkiestra. Poza śpiewaniem, sam komponuje, pisze teksty, poza tym gra na puzonie, gitarze oraz instrumentach klawiszowych. Działa solowo oraz w zespołach - Curly Heads i Raching For The Sun. Wziął udział w castingach do pierwszej edycji programu The X Factor, ale w decydującej rundzie zjadł go stres i, jak sam stwierdził, wyszła „tragedia”, przez którą nie dostał się do finałowej dziewiątki. Rok później jednak oczarował jurorów, a potem widzów i ostatecznie wygrał drugą edycję show. Potem nagrał bardzo słaby muzyczny duet Tu i teraz z Tatianą Okupnik, pod której skrzydłami był podczas udziału w programie.

Na debiutancką płytę kazał jednak fanom poczekać. W przeciwieństwie do wielu innych uczestników programów typu talent-show nie zamierzał nagrywać albumu „pod publikę”. 28 maja wydał w końcu pierwszy solowy krążek  Comfort & Happiness. Słuchając go po raz pierwszy, bardzo się cieszę, że musiałem chwilę czekać, ponieważ to, co Dawid zamieścił na płycie, powala na kolana.

Bardzo skromne, ale dojrzałe kompozycjeoczarowują już od pierwszego dźwięku. Album otwiera utwór And I, który dzięki dźwiękom gitary akustycznej przynosi na myśl materiał Eda Sheerana czy zespołu Lumineers, a to już dobry znak. Mamy bowiem pewność, że dalsza część płyty nie będzie „elektroniczną łupanką”, ale czymś z pogranicza jazzu i soulu. Potem jest już tylko lepiej - klimatyczne !H.a.p.p.y!, w którym idzie się zakochać i, jak mówi tytuł, „uszczęśliwić” oraz inspirowane jazzem Vitane. Ale Comfort & Happiness to nie tylko wolne, liryczne numery. Na płycie znajdziemy porywające do kołysania biodrami, rockowe No ze świetnymi perkusyjnymi brzmieniami  i chwytliwym refrenem, Elephant z mocnym, kojarzącym się z kościelnymi organami, wstępem oraz elektronicznymi wstawkami oraz niesamowicie emocjonalne, wyciskające łzy I'm Searching.

Poza ośmioma anglojęzycznymi utworami, Podsiadło nagrał dwie piosenki po polsku. Pierwsza z nich, Nieznajomypozostaje w spokojnym, trochę dramatycznym klimacie, który w drugiej części podkreśla silny akcent perkusyjny oraz niebywale emocjonalny wokal piosenkarza. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych kompozycji z całego krążka, chociaż wybór „the best of...” jest w tym przypadku naprawdę ciężki. Druga, Trójkąty i Kwadraty, będąca singlem promującym album, zdominowana została przez... cymbałki oraz grzechotki, które są jednocześnie największymi atutami utworu. To dodało jej tego „komfortu i szczęścia”, o której mówi tytuł debiutanckiej płyty. Co ciekawe, oba numery zostały również nagrane po angielsku i umieszczone jako bonusy. Little Stranger i S&T (Squares & Triangles - przyp. red.) magnetyzują równie mocno, jak ich polskie odpowiedniki. Można nawet powiedzieć, że angielskie wersje dodają im bardzo dobrego, światowego stylu.

Bardzo się cieszę, że rynek muzyczny nie został zaśmiecony przez kolejnego pseudo-popowego piosenkarzynę” śpiewającego, że „życie to wieczna impreza, bawmy się i cieszmy”. Podsiadło, który jest autorem większości słów na płycie, poruszył m.in.: temat samotności (Elephant), nieszczęśliwej miłości (Bridge), akceptacji samego siebie i własnych wad (S&T) czy egocentryzmu (Vitane). Słowa tego ostatniego poruszają najbardziej, trafiają w słabe strony ludzi myślących tylko o sobie. Coś pięknego...

Podsiadło wygrał nie tylko The X Factora – okazał się też zwycięzcą swojego osobistego smaczku muzycznego, nie uległ telewizyjnej i radiowej presji nagrania czegoś komercyjnego”, dla żądnych bylejakości i pustości słuchaczy. Udowodnił, że po udziale w telewizyjnym show także można się wybić, nie nagrywając słabego materiału wpasowującego się w kanony największych rozgłośni radiowych w kraju. I może śmiało dopisać się na liście „prawdziwych zwycięzców muzycznych talent-shows”, tuż pod nazwiskiem Brodki, Dąbrowskiej czy Silskiego. Płytą Comfort & Happiness pokazał przede wszystkim mocny głos, przemyślane aranżacje oraz swoją duszę, którą umieścił w tekstach wszystkich dwunastu utworów. Trzymam mocno kciuki za Dawida i liczę, że na kolejny album będę musiał czekać równie długo, by potem nie rozczarować się, ale otrzymać porządną dawkę prawdziwej muzyki.
TOP 3 of the... COMFORT AND HAPPINESS:
» „Elephant”
» „Vitane”
» „No”